|
Polemika z czasopismem "Asko"
Od dawna nosiłam się
z zamiarem zareagowania na komentarz pani Elżbiety Boruch- Priebe na temat publikacji
pt. "Adopcja czy zakup lodówki" tym bardziej że autorem tejże publikacji jestem właśnie ja. Początkowo miałam ochotę kontynuować dyskusję na łamach ASCO, ale nie miałoby to raczej większego sensu gdyż gazeta ta ukazuje się co dwa miesiące, czytelnicy by zrozumieć moje i pani Priebe intencje musieliby powracać do wcześniejszych numerów pisma. Internet to wspaniała sprawa, mogę więc nie zanudzając nikogo przedstawić swoje racje, nie narażając jednocześnie Redakcji ASCO na konieczność drukowania moich przemyśleń. Odpowiedzią na artykuł pani EBP "Bubel i co dalej" była moja publikacja "Adopcja czy zakup lodówki" EBP zasugerowała, iż nie zrozumiałam jej intencji. Być może ma rację, ale jeśli ja ich nie zrozumiałam (a jestem osobą z wyższym wykształceniem, wieloletnim hodowcą, to jak miał to zrozumieć przeciętny nie wtajemniczony w tajniki regulaminu hodowli psów, genetyki, miłośnik zwierząt. Nie zgadzam się z wywodami EBP, twierdząc iż: Nabywca ma prawo oczekiwać by zakupione przez niego szczenię genotypowo odpowiadało otrzymanej od hodowcy metryczce. Metryka jest gwarancją pochodzenia psa , nie zaś gwarancją osiągnięć wystawowych czy hodowlanych. Hodowca sprzedając szczenię nie jest w stanie przewidzieć czy np. jego zgryz ukształtuje się prawidłowo ( a jest to jedna z wad mogących dyskwalifikować psa z hodowli ) Sugerowanie, że ujawnienie się wady dyskwalifikującej jest wykładnią uczciwości hodowcy, jest dla nas hodowców krzywdzące. Każdy ma prawo dochodzić swoich praw na drodze sądowej ( po opłaceniu kosztów sądowych ) Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że jeśli nie została zawarta umowa między kupującym a nabywcą obwarowująca powstałe w trakcie rozwoju psa wady , to taka sprawa rozstrzygnięta będzie na korzyść hodowcy. Artykuł swój zatytułowałam "Adopcja czy zakup lodówki", wydawało mi się, że będzie on jasny dla czytelnika. Używając słowa adopcja chciałam podkreślić wagę wprowadzenia psa do rodziny ludzkiej. Zwierzę, nie jest rzeczą, nie można więc jego ewentualnych defektów traktować jak defektów np. lodówki EBP nie zrozumiała tego. Chory piesek o którym pisałam był przeze mnie zakupiony, podobnie jak hodowca od którego nabywałam szczenię nie miałam świadomości jego choroby. Żadna więc dla mnie chwała, za to że go nabyłam, zaś opiekowanie się chorym zwierzęciem po stwierdzeniu choroby jest zwykłym odruchem przyzwoitości. Prawdopodobnie mogłam wymagać od hodowcy wymiany na zdrowy egzemplarz, ale oddając tak ciężko chorego psa, którego traktuję jak członka rodziny nie mogłabym myśleć o sobie pozytywnie, a tym bardziej wymagać od innych by o mnie tak myśleli. EBP posunęła się zbyt daleko w swojej krytyce mojego artykułu. Jak na wytrawną redaktorkę przystało powinna z większym wyczuciem używać słów. Pisząc "banialukiem jest stwierdzenie, że ktokolwiek mając wybór posiadania zdrowego, w pełni sprawnego zwierzęcia i ciężko chorego, wybrałby to drugie" poddaje nie tylko w wątpliwość moją wiarygodność jako osoby przytaczającej słowa rozmówcy, ale także rani uczucia osoby która wyraziła chęć posiadania takiego psa. A tą osobą jest w pełni poczytalny lekarz medycyny pani Małgorzata Mlosek (mam nadzieję Małgosiu, że darujesz mi odarcie Cię z prywatności w imię wyższych celów). Nie będę podsumowywała całości wywodu. Nie skuszę się także więcej na dyskusję na łamach ASCO, choć jeszcze do niedawna było to moje ulubione czasopismo. Elżbieta Rusos Nie bardzo radzę sobie z bardzo ludzkimi uczuciami, którymi mnie obdarzają moi tzw. przyjaciele. Piszę tzw. przyjaciele, gdyż tak naprawdę niewiele ma to wspólnego z przyjaźnią. A dotyczy paskudnych cech jakie człowiek przez lata w sobie pielęgnował. Jest to zawiść, lenistwo, brak kompetencji, niechęć do drugiego człowieka. Właściwie mogłabym te cechy mnożyć tylko po co? Powodem olbrzymiej niechęci z jaką się spotykam (nie osobiście bo jestem kobietą dużą i silną i potrafię być także niegrzeczną) jest wydana przeze mnie i mojego męża książka o buldożkach. Jakim prawem wydałam książkę, co ja właściwie mam do powiedzenia skoro mieszkam na prowincji (tak za przeproszeniem "Warszawka" nazywa moje miasto), psy tejże rasy hoduję zaledwie od 10 lat Odpowiedź jest kochani hodowcy, od psiej boleści weterynarze oraz inni pseudo miłośnicy buldożków prosta, takim, że się na tym znam, takim że na rynku nie było tego rodzaju książki i nabywcy buldożków właśnie na tego rodzaju pozycję czekali. Ponadto "Instrukcja obsługi buldożka francuskiego" wydana była za moje prywatne pieniądze, uczciwie zarobione (nie przepijam ich jak wielu innych hodowców, nie okradam oszukując nabywców szczeniąt, nie oszczędzam kosztem swoich psów). Jeśli tych co szantażują osoby dzięki pomocy których ta książka powstała nie przekonały przedstawione przeze mnie argumenty, to może przekona je fakt że mi wolno. Żyjemy w wolnym kraju więc płacę i się bawię. Nie lubię argumentacji, na takim poziomie ale potrafię się dostosować do każdego by być odpowiednio czytelną. Co jeszcze "kochani przyjaciele" , część z Was nie podziękowała mi za prezenty do Was wysłane, rozumiem zawiść, złość, żal że to nie Wasze nazwisko widnieje na pierwszej stronie, ale dobre wychowanie zobowiązuje, niektórzy z Was szczycą się szlacheckim pochodzeniem o czym mówią, co bardziej odważni, bardziej ustosunkowani wkładają w usta autorom książek, artykułów. Radziłabym pamiętać, że szlachetne pochodzenie psów nie przechodzi awansem na ich właścicieli. Dziękuję za wiele miłych listów, za SMS-y, telegramy, telefony z gratulacjami, nie jestem w stanie za wszystkie podziękować indywidualnie nadawcom. ![]() Dzięki Sabinko, że czasami miewasz olśnienia i w dzień po śmierci Czesława Niemena wsłuchałaś się w piosenkę "Dziwny jest ten świat" i przypomniałaś mi słowa piosenki "lecz ludzi dobrej woli jest więcej" przez moment fakt ten uszedł mojej uwadze. Elżbieta Rusos ... refleksji ciąg dalszy W swej polemice "Egzaltacja i egoizm" pan Stanisław Skarbek miał zapewne na myśli eutanazję pisząc "obowiązkiem człowieka wrażliwego na cierpienie zwierzęcia jest spowodowanie, aby bezboleśnie opuściło ono ten nieprzychylny mu świat". Ten świat nieprzychylny bywa nie tylko wobec cierpiących zwierząt, zaś przez eutanazję rozumie się skrócenie mąk pacjenta w agonii za pomocą śmiertelnej dawki środka uśmierzającego ból. Moja suka nie umierała , lecz dzielnie walczyła o to by żyć , a moim obowiązkiem było zapewnienie jej jak najlepszych warunków , co też uczyniłam. Wielokrotnie czytałam rozprawy na ten eutanazji. Argumentacja pana Skarbka na ich tle wypadła blado , mało przekonująco, żałośnie. Ciekawe co na ten temat myślą tysiące osób chorych na epilepsje . Czy może w stosunku do nich pan Skarbek też ma jakieś plany. Podobne poglądy prezentował już kiedyś jeden pan i bynajmniej nie był to Charlie Chaplin. Nie jestem egzaltowaną paniusią, za jaką uważa mnie pan SS ( jest to skrót od imienia i nazwiska, nie kojarzyć z innym SS ) Bardzo realnie postrzegam otaczający mnie świat. Biorę też pełną odpowiedzialność za to co robię i piszę. Pan Skarbek nie zna mnie , nie zna też mojej suczki. Nie wie też zapewne jak wiele czynników może powodować ataki epileptyczne. Niektóre z nich mają charakter odwracalny. To właśnie miała na myśli lekarka weterynarii Pani Magda Pakuła sugerując by nie zabijać Nionio, by dać jej szansę. Zaspokoję Pana ciekawość odpowiadając z jakiego powodu nie zgadzała się na uśpienie "mojej córeczki". Z takiego , że jest prawdziwym lekarzem. Dodam też , że nigdy nie pobrała za swoją pracę żadnego honorarium.. Pomysł zaś uśpienia suki podsuwany przez innych potwierdza tylko opinię mojej serdecznej przyjaciółki -lekarki medycyny Sabiny Renner, że "zawód weterynarz to świetna fucha, w przypadku gdy się czegoś nie wie lub zaniecha zawsze można pacjenta bezkarnie uśpić". W "Adopcja czy zakup lodówki" nie użalałam się nad sobą a jedynie pokazałam, że można i trzeba walczyć o życie swojego przyjaciela bez względu na koszty , i że nie należy traktować go przedmiotowo .Nie wiem jak to się stało, że pan Skarbek i pani Priebe tego nie zrozumieli. Nie zrozumieli także , że chore zwierze może mieć cudowną psychikę i urzec nią tych, którzy z nim przebywają. Komentarz dotyczący stanu psychicznego koleżanki która doceniła wyjątkowość mojej suki był po prostu chamski. Nie mam ochoty na dłuższe polemiki na ten temat. To staje się po prostu nudne. I prawdopodobnie nie zareagowałabym na pełen niechęci z nie wiadomo jakich powodów wywód pana SS , gdyby nie fakt , że płodząc "Egzaltację i egoizm" dał wielu ludziom przyzwolenie by w imię wyższych celów zabijali swoje chore psy. A może powód był bardziej prozaiczny . Zabrakło panu Skarbkowi tematu do dyskusji, wiec odgrzebał temat z października 2003. Wtedy właśnie nieopatrznie dałam się sprowokować artykułem pani Priebe i napisałam list do redakcji ASCO. Obiecuję , że więcej tego nie zrobię. Swoje odczucia , wiadomości pozostawię dla siebie i znajomych którzy myślą podobnie jak ja . A na forum wyżej wymienionego dwumiesięcznika niech polemizują inni naiwni lub ci którym redakcja za to płaci. Nie mogę pozbyć się jednak refleksji , że to smutne iż redaktorzy pisma opiniotwórczego do jakich niewątpliwie zalicza się ASCO prezentują taką postawę. Elżbieta Rusos P.S. Z radością zawiadamiam , iż suczka Nionio -gryfonik brukselski Łasiczka Duma Bojarów od stycznia 2004r ma odstawione wszelkie leki . Ataki padaczki należą do przeszłości, co ewidentnie świadczy o tym , że miałam rację walcząc o jej życie .Jest radosna, mądra , śliczna i wkrótce będzie można ją podziwiać na krajowych ringach . Elżbieta Rusos
"Kudłate" myśli Elżbiety Rusos
Niechętnie sprzedaje swoje psy hodowcom. Niechęć ta jest spowodowana doświadczeniem i wiedzą, którą obecnie posiadam, a w którą byłam uboga, gdy sama zakładałam swoją hodowlę. Hodowli znam wiele, ale tylko dwie z mi znanych przedkładają dobro swoich psów nad swoje własne. Jest to hodowla Rexer (owczarków nizinnych) prowadzona przez lekarza medycyny Sabinę Reener i hodowla z Gniazda Karzełków (pinczerów miniaturowych) prowadzona przez emerytowaną prokuratorkę Annę Pytel. W obu tych przypadkach w hodowlach oprócz suk hodowlanych i reproduktorów znajdują się także psy stare, chore nie przynoszące zysku, wymagające natomiast olbrzymich nakładów finansowych i przede wszystkim troski. Sprzedając szczenię hodowcy, zawsze zastanawiam się jaki będzie jego los, czy sprosta wymaganiom mu stawianym, czy zdobędzie odpowiednie oceny na wystawach, czy okaże się płodne, a jeśli tak to czy odchowa potomstwo, a jeśli odchowa to czy nie będzie nadmiernie eksploatowane, a po okresie tzw. produkcyjnym czy zapewniona mu będzie godna starość? Dużo tych pytań i na żadne odpowiedzi. Z indywidualnym nabywcą jest łatwiej. Potrzebuje po prostu przyjaciela. Pies traktowany jest jak członek rodziny ze wszystkimi przywilejami. Jest kochany za sam fakt istnienia, bezwarunkowo. Życzę więc sobie w Nowym 2005 Roku by po szczenięta do mojej hodowli przybywali sami miłośnicy, hodowców zapraszam do konkurencji. Przestrzegam też ludzi planujących założenie hodowli składającej się z dużej ilości psów. Zawsze jej istnienie okupione jest cierpieniem zwierząt lub hodowcy. Początki bywają bardzo przyjemne: wystawy, nagrody, szczenięta, nowe znajomości zawierane z ludźmi o podobnych zainteresowaniach, potem choroby, problemy z pozyskaniem środków finansowych na utrzymanie psów. Duże hodowle wbrew pozorom nie przynoszą pożądanych zysków. Jeśli utrzymywane są w nich psy stare i chore, zasada jest taka, pieniądze otrzymywane ze sprzedaży szczeniąt przeznaczane są na leczenie i wyżywienie emerytów i rencistów. Sama wiem coś na ten temat, gdyż sama jestem właścicielką (obecnie już) 40 psów. 25 z nich to psy stare i wysterylizowane lub chore. Otrzymuję dosyć wysokie wynagrodzenie z tytułu wykonywanej pracy (pracuję zawodowo) więc moje psy nie cierpią głodu, ale gdyby tak nie było musiałabym podobnie jak inni "pozbywać się" psów nie przynoszących zysku. |
RUPERT SYMPLICJUSZ TITALITURY Pro Publico Bono wł. Iwona Walter |
|
|
|
|
Elżbieta Rusos
(S)prostowanie Chabika Pan Adam Chabik zamieścił niżej podany tekst na swojej stronie internetowej (dla wyjaśnienia Adam Chabik jest hodowcą buldogów francuskich i sędzią kynologicznym - krajowym): „Czytałem książkę, a raczej broszurę pod tym tytułem, przyznaje bardzo zachęcająco brzmiącym „Instrukcja obsługi buldoga francuskiego„ i nie mogę jej polecić jako poradnika dla miłośników tej rasy. Jest to poradnik na tyle ogólny, że przypasować go można właściwie do każdej rasy. Jest to broszura-reklamówka kojca „Pro Publico Bono” i w dodatku nie zawierająca rzetelnych informacji na temat francbuldożka. Szczytem szczytów jest informacja, że suka rasy buldog francuski w wyżej wymienionym kojcu urodziła siłami natury miot składający się z piętnastu wyrównanych i zdrowych szczeniąt. Gdyby autorzy tej broszury mieli pojęcie o tym, że płód u tej rasy wraz z wodami płodowymi i łożyskiem to przyrost wagi o pół kilograma, to zrozumieliby że ich suka musiałaby przybrać na wadze siedem i pół kilograma. Taki przyrost wagi u zwierzęcia ważącego 10-12 kilogramów (tyle waży suka tej rasy) jest niemożliwy. Ponadto żadne zwierzę nie byłoby w stanie nie ulegając zatruciu neutralizować produkty przemiany materii takiej masy szczeniąt. Gdyby autorzy tej broszury mieli wystarczająco dużo doświadczeń w hodowli tej rasy to wiedzieliby, że ekstremalne rozciągniecie ścian macicy przez taką ilość szczeniąt uniemożliwiłoby wystąpienie skurczów porodowych. Znam wiarygodny przypadek, gdy suka tej rasy nosiła w sobie jedenaście płodów. Z takiego rekordowego miotu udało się odchować pięć szczeniąt. Suka ta ważyła siedemnaście kilogramów!!!!! Inny znany mi przypadek w historycznej hodowli „VARSOVIA„ to dziesięć szczeniąt (miot z wyróżnikiem Żwawy - KĘSIK, WĘSIK, BABA i tym podobne – przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku) – odchowało się kilka szczeniąt. Nieznana mi była masa suki. Rekord ten został wyrównany przez hodowlę „PASKUDA„. Suka ważyła około czternastu kilogramów. Ile musiałaby ważyć suka, która mogłaby urodzić piętnaście szczeniąt, bo jeśli dwadzieścia kilogramów to czy nie należałoby się zastanowić czy to był na pewno buldog francuski? Czy może kilka suk poskładało się na tak liczny miot? Jakże bezkrytyczna musiała być komisja kontrolująca miot z ramienia Związku Kynologicznego w Polsce. Dzisiaj przecież można przeprowadzić badania genetyczne które jednoznacznie mogą ustalić prawdziwych rodziców. Wiadomym jest mi również, że niektóre duże zawodowe farmy kynologiczne, do takich z pewnością hodowla autorów tej pozycji należy, kooperują z hodowlami z Ukrainy i Białorusi i nie jest wykluczone, że szczenięta z tamtych krajów mogą być sprzedawane z polskimi dokumentami hodowlanymi. Oczywiście to tylko spekulacje i ubolewanie nad praktykami niektórych nieodpowiedzialnych ludzi. Lepszą pozycją wydaje się być książeczka Pana Stanisława Kuchlewskiego pod tytułem „Buldog francuski„ choć i tam autor nie ustrzegł się ewidentnych błędów, ale o tym może innym razem„. Obiecałem, że się do tego tekstu ustosunkuję. Tak więc zastrzeżenia wyżej wymienionego budzi wydana przeze mnie i moją żonę pozycja „Instrukcja obsługi buldożka francuskiego„. Instrukcja jest dokładnie tym czym być miała, a więc poradnikiem dotyczącym buldoga francuskiego tj. jego dzieciństwa, chorób z tymże dzieciństwem związanych, chorób związanych ze specyfiką rasy, rozrodu, starości i śmierci. Dla złagodzenia fachowej treści dodaliśmy przyjemną formę, a więc piękne zdjęcia (buldogów wybitnych i tych mniej wybitnych) grafiki, wzruszające nas cytaty, a także poezję. Tak naprawdę nie ma powodów by tą pozycję krytykować. Jest dobra zarówno pod względem merytorycznym jak i estetycznym, a na dodatek przystępnie napisana. Profesor Kazimierz Ściesiński ogromny autorytet w dziedzinie kynologii i weterynarii, sędzia międzynarodowy i autor wielu wybitnych publikacji, w dzień po przeczytaniu „Instrukcji...” złożył nam serdeczne gratulacje. Słowa pana Chabika, że nie ma w niej „rzetelnych informacji” są nieprawdziwe. Proponuje rozwinąć zarzuty, jeśli będą zasadne w dodrukach z pewnością je uwzględnimy. Czy „broszura„ jest reklamą kojca Pro Publico Bono? Chyba nie. Nie piszemy o osiągnięciach hodowli, choć moglibyśmy się trochę pochwalić. Jedyną formą reklamy jest prezentacja ras, które hodujemy. Myślę, że wolno nam było we własnej książce (na której wydanie zaciągnęliśmy olbrzymi kredyt) umieścić swoje psy, choćby po to by żyły w niej wiecznie. Nawiązując do sławetnego miotu – jest on faktem czy ktoś tego chce, czy nie. Na dowód mamy zdjęcia 1-dniowych szczeniąt, zaświadczenia lekarza weterynarii, będącego podczas porodu, rodziców tychże szczeniąt ciągle żyjących, oraz adresy nabywców (badania genetyczne nadal można wykonać). W związku z tym, iż wyżej wymieniony fakt wzbudzał wiele kontrowersji żona sugerowała prezesowi Związku Kynologicznego Oddziału Toruńskiego Henrykowi Stępce by takie badania zostały wykonane. Ponadto poinformowaliśmy prasę o narodzinach piętnastki. Kilka czasopism kynologicznych zamieściło informacje o tym. Wszystkie szczenięta były jeszcze wtedy w naszych rękach, wtedy należało podnieść larum. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że pan Chabik nie czyta prasy kynologicznej. Gdyby pan Adam Ch. (wybitny znawca) obejrzał dokładnie zdjęcie tegoż miotu i przeczytał komentarz do niego, wiedziałby że dwa z zamieszczonych piesków były martwe, nie jak pisze na swoim FORUM zdrowe i wyrównane. Proponuję prześledzić dokumentację w Oddziałach ZKwP. Informacje co do ilości szczeniąt w miotach są nieaktualne. Jednym z powodów dla których pan Chabik nie wierzy w prawdziwość tychże narodzin jest założenie, że suka buldożyca waży 12 kg (przeciętna owszem). W naszej hodowli przeciętną suką jest np. FRYTKA Pro Publico Bono (jej pierwszy miot składał się z 8 szczeniąt - wszystkie przeżyły ). Są jednak także suki bardzo duże ważące ponad 20 kg. Pan Chabik zastanawia się, czy oby na pewno są to buldożyce francuskie. Niegrzecznością z mojej strony byłoby twierdzenie, że nie są, tym bardziej że u nas znajduje się taka suka. Jest nią DONNA MARY Tangulska Góra zwana potocznie Kropką. Kropka jest suczką po CH. Pl. TUPCI CZARNEJ STOPIE 100 Pociech i Ch.Pl. ZADZIORNYM ZABIJACE 100 Pociech (z obu stron pochodzenie Chabikowe). Zapraszam więc na komisyjne jej ważenie, dodam że nie jest otyła. (Na stronie www.rusos.pl znajduje się wśród suk hodowlanych – całkiem ładna suczka). Kropeczka trafiła do nas, jak wiele z naszych psów, przypadkowo. Wzięliśmy ją z litości. Nie sprawdziła się jako suka hodowlana u poprzedniego właściciela. Na prośbę nieżyjącego już sędziego, cudownej kobiety Terersy Jaszowskiej (która wierzyła, że u nas Kropeczka będzie szczęśliwa) odkupiliśmy ją od właścicieli. Kropcia faktycznie nie sprawdziła się jako suka hodowlana, dawała szczeniąt niewiele i średniej klasy (bez względu na to jakim psem była kryta). Pominę milczeniem niegodziwe spekulacje na temat handlowania z Białorusią czy Ukrainą. I jeszcze porównanie „Instrukcji„ z książką „Buldogi Francuskie„ Stanisława Kuchlewskiego. (W obu pozycjach A.Ch. nie przytoczył poprawnie ich tytułów). Książka Kuchlewskiego ma stron 52 nasza 96. Piśmiennictwo Kuchlewskiego składa się z 11 pozycji, nasze z 23. Kolorowych zdjęć u Kuchlewskiego jest 11, u nas 59. Treść książki Kuchlewskiego to: zbiór mitów, historia rasy w Polsce, standard buldoga francuskiego i komentarz do niego (to są szeroko opracowane działy), garść uwag hodowlanych, żywienie, zdrowie, wystawy (w minimalnym zakresie). „Instrukcja...„ to uzasadnienie: dlaczego buldog jest tą jedyną godną uwagi rasą, jak winno funkcjonować szczenię w nowym domu, informacje o zdrowiu i chorobach psa (z uwzględnieniem chorób wirusowych i tych związanych ze specyfiką rasy), wzmianka o pasożytach, informacje o wystawach, genetyce, rozrodzie, odchowie szczeniąt, starości, śmierci. Obie te pozycje są zupełnie różne (uważam, że jest to ich zaletą) warto więc mieć jedną i drugą. Pan Chabik ponadto niejednoznacznie sugeruje, iż Pro Publico Bono to farma produkująca buldożki. Używa nawet zwrotu „zawodowa farma kynologiczna”. Czyżby pan Chabik nie wiedział, że w Polsce wszystkie hodowle zarejestrowane w Polskim Związku Kynologicznym są amatorskie. Pełna nazwa naszej to Amatorska Hodowla Psów Rasowych Pro Publico Bono a może to ja przeoczyłem jakieś zmiany regulaminowe? Fakty natomiast są takie, iż mamy czterdzieści psów różnych ras. W roku 2004 szczenięta miało sześć suk, w tym cztery buldożyce (hodowlanych jest dziesięć) Proszę policzyć czy przy utrzymaniu czterdziestu (w większości starych) psów zarabiamy. Odpowiedź jest prosta: nie. Koszt utrzymania naszego, jak pan Adam Ch. nazywa kojca to 3.000 zł miesięcznie (wyżywienie psów, opieka weterynaryjna, medykamenty) plus 500,- wynagrodzenie pracownika utrzymującego czystość w hodowli (2 ha wybiegu dla psów, kojce) Nie mamy jednak ani sumienia ani odwagi by obniżyć koszty pozbywając się psów nie przynoszących zysku. Do warunków sanitarnych w hodowli nie było nigdy najmniejszych zastrzeżeń (trzy kontrole przeprowadzone w przeciągu trzech lat : jedna kontrola Zarządu Związku Kynologicznego z Torunia, oraz dwie inspektorów d/s ochrony zwierząt) - nadmienię iż każda z tych kontroli inicjowana była przez nas. Chcieliśmy uzyskać fachowe wskazówki co do ewentualnych ulepszeń w kojcach. A tak na marginesie to o warunkach panujących w hodowli nie wie ani pan Chabik ani jego giermkowie, gdyż u nas po prostu nie bywają. Dla niezorientowanych dwadzieścia psów przebywa w kojcach, dwadzieścia mieszka w domu wraz z nami (domek ma 80 m) Ciekawe ilu jeszcze „producentów„ gnieździ się ze swoimi psami na takim metrażu, ilu śpi z nimi w łóżkach, ilu wydaje wszystkie posiadane pieniądze na leczenie swoich starych psów, ilu zarywa noce by być do ostatniej chwili ze swoimi umierającymi psami, ilu z nich wykorzystuje urlop wypoczynkowy tylko wtedy gdy zachoruje pies? Szczenięta opuszczające hodowlę Pro Publico Bono są w doskonałej kondycji (co potwierdzają protokóły kontroli miotu) co najmniej 2 miesięczne, 3-krotnie zaszczepione przeciwko chorobom zakaźnym. Przez jedenaście lat istnienia hodowli nabywcy nie zgłaszali na nas żadnych skarg do oddziału związku (informacje do sprawdzenia w oddziale ZKwP).
Chabikowe FORUM to towarzystwo wzajemnej adoracji ludzi, którzy o miłości do psów potrafią jedynie mówić i to na dodatek słabą polszczyzną. FORUM na poziomie „mój piesek jest szalony” jest dobre dla II klasistów. Miast oczerniać innych należało wyjaśnić co to jest nużyca i jak ją leczyć, nie sądzę by przekraczało to kompetencje pana Chabika. Wiem, że przypadki nużycy zdarzały się także w hodowli 100 Pociech (pan Chabik także o tym wie). Świat jest mały, a niezadowolonych wielu. Nie należy jednak obwiniać za wszelkie swoje niepowodzenia hodowców. Badania naukowe wykazują, że większość psów posiada nużeńca, który infekcjami skórnymi objawia się dopiero w niekorzystnych warunkach w jakich wzrasta pies. Najczęściej przyczyną jest złe żywienie.) Proponuje więc bardziej wartościowo karmić swoje psy. Kolejny zarzut CHABIKOIDÓW to psy agresywne. Nie pamiętam jednak, aby którykolwiek z naszych psów ugryzł kogokolwiek lub był dyskwalifikowany z powodu agresji na wystawach. Pamiętam natomiast doskonale DOBREGO DUSZKA 100 Pociech wielokrotnie wyrzucanego z ringu za agresywne zachowanie oraz ZADZIRNEGO ZABIJAKĘ 100 Pociech dotkliwie gryzącego suki nawet w trakcie kryć. Chciałbym rzetelniejszych uwag administratora strony Adama Ch. na swoim FORUM, tym bardziej, że tytuł sędziego kynologicznego zobowiązuje. Zauważyłem, że na FORUM nie wypowiadają się żadni szanowani hodowcy. A tak na marginesie, są ciekawsze stronki i na dodatek tworzone naprawdę przez miłośników rasy. Nie wiem czemu służy Chabikowe FORUM, z pewnością nie przyczynia się do rozwoju polskiej kynologii, sieje niesmak wśród czytelników, bawi kilka osób, ale nie jest to zabawa w dobrym stylu. Panu Adamowi Chabikowi natomiast dedykuje fraszkę Sztaudyngera „Krytyk jest impotenta wierną fotografią Obaj wiedzą jak zrobić, obaj nie potrafią„ Może warto panie Adamie jednak coś napisać, z pewnością poprawi to Pana samopoczucie.
Adasiu podejmij rękawice, napisz książkę. Piotr Rusos |